Logo Miasta Śrem

Podkoziołek u pana Andersena

Oczywiście, że Podkoziołek nie pochodzi z baśni Andersena, ale z naszej, jak najbardziej realnej rzeczywistości i to tej wręcz przaśnej, bo ludowej. Obtańcowywane...

    Oczywiście, że Podkoziołek nie pochodzi z baśni Andersena, ale z naszej, jak najbardziej realnej rzeczywistości i to tej wręcz przaśnej, bo ludowej. Obtańcowywane panny musiały się wykupywać rzucając na talerz pod drewnianym koziołkiem monety, zanim po północy nie wniesiono śledzia, symbolu postu. Stąd dla ostatniego dnia karnawału utarła się też nazwa „śledzik”. Ale w ubiegłym roku szefowa śremskiego koła PTL pani dr Barbara Siwińska postanowiła przypomnieć stary zwyczaj i odtąd właśnie drewniany koziołek, który powstał w warsztacie pana Marka Nowaka, patronuje tym dorocznym spotkaniom lekarzy.

    Zasadą jest, że spotkanie to ma być wytchnieniem, prezentacją zainteresowań i pasji dalekich od medycyny. Dlatego zaproszenie do Śremu z wykładem o Andersenie pani Bogusławy Sochańskiej dyrektorki Duńskiego Instytutu Kultury nie budziło zdziwienia. Doktor Barbara Siwińska wyjaśniła jedynie dlaczego wykład ten zatytułowany „Andersen znany i nieznany” uważa za rewelację. A więc przede wszystkim jest  Bogusława Sochańska tłumaczką najbardziej znanych baśni Hansa Christiana Andersena wydanych z okazji 200-lecia urodzin pisarza. Cechą szczególną tego wydania jest fakt, iż jest to pierwszy przekład bezpośrednio z języka duńskiego na polski. Dotychczasowe trafiały do nas za pośrednictwem angielskiego, niemieckiego lub francuskiego. Jak się okazało, to pośrednictwo wprawdzie przybliżyło nam twórczość słynnego Duńczyka, ale też przyczyniło się do zawężonego postrzegania zarówno jego pisarstwa jak i samego autora.
   
    Nowe polskie wydanie baśni Andersena jest objawieniem, czymś w rodzaju obrazu oczyszczonego z domalowań i zaciemnień. Po prostu zabłysnął on w całej swojej krasie i pozwolił zrozumieć jak niesłuszne jest określanie Andersena jako bajkopisarza. Nie pisał on przecież czegoś w rodzaju „Leciała mucha z Łodzi do Zgierza...”. Był po prostu pisarzem, bohaterami jego twórczości były przeważnie dzieci, ale swoje utwory adresował podwójnie – i do dzieci i do dorosłych. Po prostu okazało się, że pozbawiony poprawnościowych określeń tłumaczy Andersen jest zupełnie inny. Jego baśnie to cudowne powiastki filozoficzne, które w przekładzie z oryginału zalśniły humorem, ironią i ukazały swoje głębokie przesłanie.

   Inny też jest obraz samego autora. Ukazywany był nam dotąd jako ofiara biednego i nieszczęśliwego dzieciństwa, ubogiej i samotnej młodości. Tymczasem ten syn szewca z Odensee dzieciństwo miał szczęśliwe. Ojciec był szewcem, ale też człowiekiem o zainteresowaniach artystycznych, zajmowała go muzyka, regularnie zabierał rodzinę do teatru. A nawet zrobił cały piękny teatrzyk dla dzieci. To prawda, że po jego wczesnej śmierci życie Hansa Christiana nie było już takie i ojczym nie zastąpił mu zmarłego rodzica. Jednak dopiero po rychłej śmierci drugiego męża, jego matka została ową ubogą praczką. Ale nawet wtedy Hans Christain Andersen nie biegał boso w drewnianych chodakach. Jako małoletni chłopiec znalazł się już w Kopenhadze. Nie został jednak pozbawiony opieki i wsparcia. Po przybyciu do duńskiej stolicy dobrze wiedział do kogo ma się udać i od razu trafił do ludzi, którzy sonsporowali go przez pierwszy rok pobytu, a potem też nie przestali się nim zajmować, posłali go na nauki, aby jego talenty zyskały podstawę w wykształceniu. Przysłał bowiem do miejscowego teatru po kilka sztuk miesięcznie. Nie były one dobre i wartościowe, bo ich młody autor potrzebował po prostu wiedzy. W każdym razie to właśnie wpojone przez ojca zamiłowanie do teatru było jedną z przyczyn tak wczesnego opuszczenia domu rodzinnego i właśnie w teatrze Hans Christian Andersen widział swoją przyszłość. Kiedy wydawał już znajdujące uznanie swoje baśnie – cyklicznie w zeszytach – niepokoił się wrastającą popularnością, że ludzie będą go mieli za autora pośledniejszego gatunku. Bo pisał przecież również i sztuki teatralne i powieści, którego w niektórych krajach są wydawane także dziś.

    Kiedy pani Bogusława Sochańska odczytała opowiadanie pt. „Motyl” była to tylko przysłowiowa kropka nad „i”, bo zebrani już wiedzieli, iż podarowała ona Polakom prawdziwego Jana Christiana Andersena. Zjawił się on zresztą osobiście w swoim cylindrze i czarnym płaszczu z twarzą znanego skądinąd dyrektora Biblioteki Gminnej Jerzego Kondrasa. Bardzo podobał mu się jego prawdziwy życiorys i wszystkie fakty przytoczone przez prelegentkę mógł osobiście potwierdzić. W nagrodę pozwolił się sfotografować ze swoją polska tłumaczką i chyba cieszył się też i z tego, że nowego wydanie jego baśni tak dobrze sprzedawało się na Podkoziołku.

    Powodzenia słynnemu pisarzowi mogli trochę pozazdrościć ci lekarze, którzy na to ostatkowe spotkanie przynieśli swoje prace. Były prezentowane obrazy dentystki Krystyny Buraczewskiej, anestezjologa Ryszarda Zawadzkiego, rzeźby neurologa Ryszarda Krawca, „Niezapominajki” dr Grażyny Perlińskiej Siudy. Dochód z ich licytacji zasili konto śremskiego koła Polskiego Towarzystwa Lekarskiego. Przebojem były dwa wiersze Niny Szmyt ofiarowane na aukcję przez autorkę. Jeden o lekarzach, którym podziwianie świata musi zastąpić wsłuchiwanie się w nasz kaszel. Drugi zaś poświęcony był... dentystom. Nic więc dziwnego, że w boju o posiadanie tego wiersza zwyciężyła pani doktor stomatologii. Niech wszyscy wiedzą, że dentysta nie musi być postrachem, a przeciwnie, że jest przyjacielem naszego pięknego uśmiechu.

   Największą jednak furorę zrobił zespół muzyczny, bo i w tej dziedzinie nasi lekarze okazali się samowystarczalni. Oklaskom i domaganiu się bisów od Retro Bandu – doktorów Marka Rogowskiego i Łukasza Rybakowskiego wspomaganego przez  córkę, znaną solistkę Julię Rybakowską, nie było końca.

    To wszystko działo się w ostatni wieczór karnawału w gościnnych progach parafii jeziorańskiej pod troskliwą opieką jej gospodarza, księdza proboszcza Ryszarda Adamczaka.

Po prostu udał się ten baśniowy Podkoziołek.

Barbara Nowicka

obrazek
obrazek

obrazek

obrazek

obrazek

obrazek

obrazek

obrazek

obrazek

obrazek

obrazek

obrazek

obrazek

obrazek

obrazek

obrazek


tekst - Barbara Nowicka, zdjęcia - Karol Doliński.

powrót do kategorii
Poprzedni Następny

Pozostałe
aktualności