Śrem - Mont Blanc Expedition 2010
Śremianin, Marcin Helak 31 sierpnia 2010 r. stanął na szczycie masywu zdobywając szczyt Alp Mont Blanc. Przygotowania do wyprawy ŚREM - MONT BLANC Expedition 2010 śremianin rozpoczął już wczesną wiosną.
Poniżej prezentujemy wspomnienia Marcina Helaka z wyprawy ŚREM - MONT BLANC Expedition 2010
Wyjeżdżając 25 sierpnia z Polski nic nie było pewne: ani pogoda, ani to czy zdążymy wejść na szczyt. W górach wszystko wydarzyć się może, i mimo dobrego przygotowania, powodzenie wyprawy stało pod znakiem zapytania.
Po przyjeździe do Pont wyruszyliśmy na Gran Paradiso, podchodząc do schroniska Vittorio Emanuele na wysokości 2732m n.p.m. Pogoda była piękna, słońce mocno przygrzewało, a krążące cumulusy dodawały uroku. Jednak kolejnego dnia nie było już tak ciekawie. Po wyjściu z namiotów niebo spowijały szare, szybko przemykające chmury. Wychodząc na szczyt i mając ponad 1000m przewyższenia, pogoda wydała nam się odpowiednia, gdyż podczas bardzo słonecznej pogody człowiek szybciej odczuwa zmęczenie. Niestety około 100m od szczytu przyszło załamanie pogody, przez co zdecydowaliśmy się wycofać. Gran Paradiso nie zechciało być prezentem na moje 20-te urodziny. ;-) Wróciliśmy do Pont gdzie zjedliśmy pyszną, włoską pizzę i wyruszyliśmy do Francji - Chamonix, miasta, w którym rozpoczął się docelowy etap naszej podróży.
Dzień 28 sierpnia spędziliśmy na odpoczynku i zwiedzaniu tego niewątpliwie uroczego miasteczka. Kupowanie pamiątek i nowych rzeczy outdorowych oraz kosztowanie smakołyków francuskiej kuchni to główne punkty tego dnia. Niedzielnego poranka rozpoczęliśmy podejście do schroniska Tête Rousse znajdującego się na wysokości 3167m n.p.m. Rozbiliśmy namioty na odpowiednio przygotowanych platformach, zjedliśmy zasłużony posiłek i podziwialiśmy niesamowite przedstawienie rozegrane przez zachodzące słońce. Poszliśmy wcześnie spać, wiedząc, że przed nami trudne podejście na Aiguille du Goûter. Przez noc popruszył trochę śnieg czyniąc je jeszcze trudniejszym. Jednak będąc wypoczętym i wyposażonym w odpowiedni sprzęt, pokonanie tego odcinka odbyło się bez komplikacji. Słynny kuluar Rollings Stones nie przywitał nas żadnymi spadającymi kamieniami, których się obawialiśmy. Po około 3 godzinach dochodzimy do schroniska Aiguille du Goûter na 3863m n.p.m. To właśnie stąd wyrusza się na sam wierzchołek Mont Blanc. Jednak tego popołudnia pogoda nie zapowiadała dobrych warunków na wyjście kolejnego dnia. Silny wiatr i padający śnieg oznaczały spędzenie go w namiotach lub schronisku. Na szczęście rano niebo okazało się bezchmurne. O 6:15 rozpoczęliśmy wspinaczkę na Mont Blanc. Silny wiatr strasznie ją utrudniał, ale silna wola i motywacja szybko przysłaniały chwile zwątpienia. W schronie Vallot (4362m n.p.m.), w którym spędziliśmy trochę czasu na odpoczynek i rozgrzanie, pojawiła się decyzja o zawróceniu. Nie ze zmęczenia czy zwątpienia, a z rozsądku, ponieważ mocno wiejący wiatr stwarzał duże niebezpieczeństwo. Jednak po jego osłabnięciu i głębszych przemyśleniach postanowiliśmy wyruszyć na wierzchołek. I tak przy pięknej aurze o 11:25 znaleźliśmy się 4810m n.p.m., na Mont Blanc! Na szczycie przywitał nas Czech, który zaczął grać na gitarze urozmaicając ten nasz krótki pobyt. Radość ze zdobycia Dachu Europy, parę zdjęć i powrót na dół, do schroniska Goûter. Popołudnie spędziliśmy na odzyskaniu energii i skumulowaniu jej na powrót następnego dnia do Chamonix.
Wyprawa zakończona powodzeniem! 1.09. - świętowanie sukcesu, pocztówki dla rodziny i znajomych oraz ostatnie zakupy, a w czwartek pakowanie i powrót do kraju.
Mont Blanc dedykuję Babci, która nigdy we mnie nie zwątpiła. Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim, którzy zaangażowali się w ten projekt: p. Jarosławowi Kociuckiemu, p. Jerzemu Kondrasowi, p. Piotrowi Biernackiemu, p. Agnieszce Grycz-Kalinowksiej, p. Rafałowi Wachowiakowi, Spółdzielczemu Banku Ludowemu im. ks. P. Wawrzyniaka w Śremie, sklepowi Avalanche z Jeleniej Góry oraz firmie Monkey's Grip. Jestem Wam niezmiernie wdzięczny za okazane wsparcie! Dziękuję!


Poniżej prezentujemy wspomnienia Marcina Helaka z wyprawy ŚREM - MONT BLANC Expedition 2010
Wyjeżdżając 25 sierpnia z Polski nic nie było pewne: ani pogoda, ani to czy zdążymy wejść na szczyt. W górach wszystko wydarzyć się może, i mimo dobrego przygotowania, powodzenie wyprawy stało pod znakiem zapytania.
Po przyjeździe do Pont wyruszyliśmy na Gran Paradiso, podchodząc do schroniska Vittorio Emanuele na wysokości 2732m n.p.m. Pogoda była piękna, słońce mocno przygrzewało, a krążące cumulusy dodawały uroku. Jednak kolejnego dnia nie było już tak ciekawie. Po wyjściu z namiotów niebo spowijały szare, szybko przemykające chmury. Wychodząc na szczyt i mając ponad 1000m przewyższenia, pogoda wydała nam się odpowiednia, gdyż podczas bardzo słonecznej pogody człowiek szybciej odczuwa zmęczenie. Niestety około 100m od szczytu przyszło załamanie pogody, przez co zdecydowaliśmy się wycofać. Gran Paradiso nie zechciało być prezentem na moje 20-te urodziny. ;-) Wróciliśmy do Pont gdzie zjedliśmy pyszną, włoską pizzę i wyruszyliśmy do Francji - Chamonix, miasta, w którym rozpoczął się docelowy etap naszej podróży.
Dzień 28 sierpnia spędziliśmy na odpoczynku i zwiedzaniu tego niewątpliwie uroczego miasteczka. Kupowanie pamiątek i nowych rzeczy outdorowych oraz kosztowanie smakołyków francuskiej kuchni to główne punkty tego dnia. Niedzielnego poranka rozpoczęliśmy podejście do schroniska Tête Rousse znajdującego się na wysokości 3167m n.p.m. Rozbiliśmy namioty na odpowiednio przygotowanych platformach, zjedliśmy zasłużony posiłek i podziwialiśmy niesamowite przedstawienie rozegrane przez zachodzące słońce. Poszliśmy wcześnie spać, wiedząc, że przed nami trudne podejście na Aiguille du Goûter. Przez noc popruszył trochę śnieg czyniąc je jeszcze trudniejszym. Jednak będąc wypoczętym i wyposażonym w odpowiedni sprzęt, pokonanie tego odcinka odbyło się bez komplikacji. Słynny kuluar Rollings Stones nie przywitał nas żadnymi spadającymi kamieniami, których się obawialiśmy. Po około 3 godzinach dochodzimy do schroniska Aiguille du Goûter na 3863m n.p.m. To właśnie stąd wyrusza się na sam wierzchołek Mont Blanc. Jednak tego popołudnia pogoda nie zapowiadała dobrych warunków na wyjście kolejnego dnia. Silny wiatr i padający śnieg oznaczały spędzenie go w namiotach lub schronisku. Na szczęście rano niebo okazało się bezchmurne. O 6:15 rozpoczęliśmy wspinaczkę na Mont Blanc. Silny wiatr strasznie ją utrudniał, ale silna wola i motywacja szybko przysłaniały chwile zwątpienia. W schronie Vallot (4362m n.p.m.), w którym spędziliśmy trochę czasu na odpoczynek i rozgrzanie, pojawiła się decyzja o zawróceniu. Nie ze zmęczenia czy zwątpienia, a z rozsądku, ponieważ mocno wiejący wiatr stwarzał duże niebezpieczeństwo. Jednak po jego osłabnięciu i głębszych przemyśleniach postanowiliśmy wyruszyć na wierzchołek. I tak przy pięknej aurze o 11:25 znaleźliśmy się 4810m n.p.m., na Mont Blanc! Na szczycie przywitał nas Czech, który zaczął grać na gitarze urozmaicając ten nasz krótki pobyt. Radość ze zdobycia Dachu Europy, parę zdjęć i powrót na dół, do schroniska Goûter. Popołudnie spędziliśmy na odzyskaniu energii i skumulowaniu jej na powrót następnego dnia do Chamonix.
Wyprawa zakończona powodzeniem! 1.09. - świętowanie sukcesu, pocztówki dla rodziny i znajomych oraz ostatnie zakupy, a w czwartek pakowanie i powrót do kraju.
Mont Blanc dedykuję Babci, która nigdy we mnie nie zwątpiła. Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim, którzy zaangażowali się w ten projekt: p. Jarosławowi Kociuckiemu, p. Jerzemu Kondrasowi, p. Piotrowi Biernackiemu, p. Agnieszce Grycz-Kalinowksiej, p. Rafałowi Wachowiakowi, Spółdzielczemu Banku Ludowemu im. ks. P. Wawrzyniaka w Śremie, sklepowi Avalanche z Jeleniej Góry oraz firmie Monkey's Grip. Jestem Wam niezmiernie wdzięczny za okazane wsparcie! Dziękuję!


