Dąbrowa to wieś położona w województwie wielkopolskim, w powiecie śremskim, na terenie gminy Śrem. W latach 1975–1998 miejscowość należała administracyjnie do województwa poznańskiego. Usytuowana około 7 km na północny wschód od Śremu, leży przy drogach powiatowych prowadzących do Czmonia i Mechlina, w otoczeniu rozlewisk i starorzeczy rzeki Warty.
Pierwsza wzmianka o wsi pochodzi z 1405 roku, a od średniowiecza Dąbrowa związana była z majątkami klucza mechlińskiego, stanowiąc istotną część lokalnego systemu osadniczego.
Na przestrzeni wieków Dąbrowa funkcjonowała jako typowa osada wielkopolska, której rozwój związany był z rolnictwem, gospodarką folwarczną oraz lokalnymi tradycjami. W XX wieku miejscowość stopniowo modernizowała się, zachowując jednocześnie swoje historyczne korzenie i charakter właściwy dla wielkopolskich wsi.
Cennym uzupełnieniem materialnych zasobów historycznych są legendy, które przez pokolenia budowały tożsamość mieszkańców regionu śremskiego. Jedna z nich opowiada o sabacie czarownic na Łysej Górze, gdzie według dawnych wierzeń miały odbywać się nocne zgromadzenia czarownic widoczne z okolicznych wsi. Inna legenda, związana z tajemniczym jeziorem przeklętym, przedstawia opowieść o zatopionej osadzie, której mieszkańców miała spotkać kara za pychę i niesprawiedliwość. W wietrzne lub mgliste noce z głębin jeziora miały dochodzić dźwięki przypominające odgłosy dawnego życia.
Legenda o sabacie czarownic na Łysej Górze
Wśród nazw miejscowych, we wsiach położonych wokół Śremu, powtarza się wiele razy Łysa Góra. Miejsca takie znane były w Błociszewie, Dąbrowie, Gaju, Grodzewie, Niesłabinie, Psarskiem, Zbrudzewie a także w samym Śremie. Dzisiaj trudno je znaleźć. Dawniej odbywały się tam słynne sabaty, czyli spotkania czarownic. Zwykły człowiek nigdy ich raczej nie oglądał. Jednak pewnego dnia ...
Syn gospodarza z Orkowa miał sąsiadkę, która była czarownicą. Wiedział o tym i bardzo był ciekawy, co się dzieje w czasie sabatu na Łysej Górze. Kiedyś podpatrzył, że zanim tam poleciała, posmarowała się najpierw pewną maścią. W końcu sam z ciekawości też tak zrobił. Podobnie jak kobieta odleciał zaraz na Łysą Górę. Ale na łopacie, bo miotłę wcześniej zajęła już sąsiadka. Na sabacie trwała zabawa. Tańcom i śpiewom nie było końca. Czarownic było tyle, że nie mógł ich policzyć, a diabłów jeszcze więcej. Wino lało się ze złotych kielichów, tańcom towarzyszyły zabawy i śmiechy. Tak się zapatrzył, że nie zauważył, kiedy został rozpoznany przez sąsiadkę.
- Mam cię bratku! - krzyknęła.
W tej samej chwili odprawiła nad nim czary i przeniosła go do Śremu, do pewnej piwnicy, skąd właśnie złodzieje wynieśli kilka beczek wina. Znaleziony tam rano, zaspany i lekko podpity, został oskarżony o kradzież. Następnego dnia skazano go na szubienicę. Mimo błagań, że jest niewinny, sąd był nieustępliwy. Gdy miano już wykonać wyrok, przypomniał sobie, że w kieszeni ma słoiczek, a w nim zostało trochę maści. Szybko się wysmarował. Wtedy zerwał się wielki wiatr i przeniósł go na Łysą Górę, skąd już bezpiecznie wrócił do domu. Tak ocalały cudem poprzysiągł, że odtąd będzie zajmował się gospodarstwem, a nie podglądaniem czarownic. Od tego zdarzenia i zawołania czarownicy przyjął nazwisko Bratek, które zmienił później na Bratkowski. Pracował ciężko i w końcu pojął za żonę piękną dziewczynę z Binkowa. Doczekali się wielu dzieci i wnuków. Ku przestrodze, opowiadał im o sabacie i czarownicach. W ten sposób, o tym wydarzeniu, usłyszał jego wnuk a dziadek mojej babci. W pewien długi, jesienny wieczór i ja poznałem tę historię.
W spadku po babci, obok tej opowieści mam jeszcze tajemnicze pudełeczko z bardzo dziwnie wyglądającą maścią.
A może by tak....?!
Legenda o jeziorze przeklętym
Kiedyś w okolicy Śremu nie było jeszcze tego jeziora, a w jego miejscu znajdował się dwór bogatego szlachcica. Wokoło rozciągały się urodzajne pola i lasy pełne zwierzyny. Obok dworu stała niepozorna, bardzo skromna kapliczka. W niej znajdowało się źródełko z bardzo czystą wodą. Wszyscy wiedzieli, że jest cudowna i leczy wszystkie choroby. Zawsze przy źródełku było dużo ludzi, nie tylko z bliskich ale i z dalszych stron. Kapliczka ze źródełkiem należała do szlachcica, który nie bronił nikomu dostępu do wody. Cieszył się wdzięcznością pielgrzymów. Ale kiedy po jego śmierci posiadłość nabył nowy właściciel, wszystko się zmieniło. Gdy spostrzegł, że posiada cudowną wodę od razu postanowił zamienić ją na gotówkę. Kazał sobie płacić więcej i więcej. Z roku na rok był bogatszy, ale i też coraz to mniej lubiany przez sąsiadów. Biedacy odchodzili od cudownej wody z kwitkiem, bo nie mieli pieniędzy, by płacić za jej moc. Dziedzic miał piekną córkę. Nadszedł dzień kiedy miał odbyć się jej ślub i huczne wesele. Wielu biednych przybyło wtedy do źródła z nadzieją, że chociaż w tym dniu zmięknie serce bogacza. Niestety, pozostał nieugięty. Chciał zdobyć pieniądze na pokrycie kosztów wesela. Biedacy próbowali prosić pannę młodą, ale też bez skutku. Gdy nie zdały się na nic prośby i błagania, wtedy z tłumu wyszedł starzec i oznajmił:
- Ja przyprowadziłem tych ludzi i dałem im nadzieję na choć kropelkę tej wody, dlatego zapłacę Tobie Panie pod warunkiem, że przez jedną noc woda będzie w mojej mocy i zrobię z nią co będę chciał. Ile chcesz Panie za to?
Dziedzic był pewien, że ma przed sobą szaleńca i zażądał 100 talarów, co było sumą bardzo wysoką. Starzec jednak spokojnie wyjął z tobołka zawiniątko, z którego odliczył podaną kwotę i wypłacił dziedzicowi. Ten nie miał wyjścia i musiał dać klucz od kapliczki. Za starcem wszyscy biedacy udali się do źródełka. Każdy napił się wody ile chciał, a nawet mógł napełnić przyniesione naczynie. Wielu po przemyciu oczu od razu lepiej widziało, a inni pozbyli się uciążliwych chorób. W końcu ludzie odeszli i tylko starzec został w kapliczce.
Nadeszła noc. Dwór otoczyły ciemności. Nikt nie zauważył, że z cudownego źródła woda płynie szybko szerokim strumieniem od kapliczki do dworu. Było za późno na ratunek dla weselników. Wszystko zalewała woda. Dwór został pogrążony w topieli a na jego miejscu powstało jezioro. Odtąd ludność nazywa je Przeklętym. I chociaż woda w nim czysta, to żaden człowiek ani zwierzę nie zbliża się do niego. Nie ma w nim też ryb. Co więcej, nikt dzisiaj nie pamięta i nie wie gdzie ono leży. Tylko najstarsi ludzie opowiadają o chciwym dziedzicu i karze jaka go spotkała.